gazeta kołobrzeska policja

sprawdź też:

gazeta

Jarosław Mikołajewski

Żarty się skończyły

Żarty się skończyły

Papież Franciszek to człowiek, który jest w stanie sprzedać bazylikę św. Piotra, żeby pomóc Afryce. Tego prowincjonalni polscy biskupi, zajęci walką z masonami, jogą i dziennikarzami, nie rozumieją

Po tragedii pod Berlinem: Ból, straszny ból

Do katastrofy doszło, gdy jadąca mercedesem kobieta, włączając się do ruchu, uderzyła w bok autobusu z polskimi turystami. Kierowca stracił panowanie nad autokarem, który uderzył w filar wiaduktu. Śledztwo w sprawie przyczyn wypadku prowadzą niemieccy i szczecińscy prokuratorzy. We wtorek trwać będzie żałoba w województwie zachodniopomorskim

Hipoteka arcybiskupa

Kogo lubi i szanuje Sławoj Leszek Głódź

Żarty się skończyły

Żarty się skończyły

swojego majątku, Franciszek poddaje bank watykański międzynarodowej kontroli. Kiedy papież mówi o katolickich obsesjach, nasz dostojnik podczas uroczystości poświęconej Zagładzie potępia aborcję.Kiedy nasi biskupi obrażają się na TVN i ''Gazetę Wyborczą'', papież udziela wywiadu ateiście, założycielowi

Wszyscy byliśmy Jezusami

Wszyscy byliśmy Jezusami

dokumentalny ''Mea Maxima Culpa: Milczenie Kościoła''W 2010 roku w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Marek M., jeszcze jako ''Jarek'', tłumaczył Romanowi Daszczyńskiemu, że jest za wcześnie, żeby Polacy poszkodowani w dzieciństwie przez księży skrzyknęli się i domagali rozliczenia, tak jak z

Nie broń się i tak cię dostanę

sąsiadkom, one mówią mężom, potem ktoś gada o tym pod sklepem. Ale do księdza nie idzie nikt, na policję też. Nie wiadomo, kto pisze list do "Gazety Koszalińskiej": "Ratujcie naszą parafię przed zboczeńcem". Po kilku dniach pojawiają się dziennikarze, szukają ofiar księdza. W końcu

Dubieniecki: Wykonałem zlecenie klienta

Dubieniecki: Wykonałem zlecenie klienta

;Matucha" jechał z pałacu ślubów do pałacu w podinowrocławskich Kobylnikach, gdzie odbyło się jego wesele. W Bydgoszczy Tomasz M. znany jest (m.in. prokuratorom) jako przyjaciel, współpracownik czy po prostu "człowiek braci Stajszczak", o których już tyle pisaliśmy w "Gazecie", że

Rodzina na swoim, czyli biznes według Stajszczaków

nie ma nawet własnej siedziby, do której można zapukać - wedle danych rejestrowych mieści się w jednym z kołobrzeskich sanatoriów, ono z kolei należy do firmy, która należy do rodziny Stajszczaków. Domniemani autorzy tej - jak to się nazywa w biznesie - "ucieczki spod licytacji" spędzają