Agnieszka Graff o kłopocie NGO-izacji

Powszechne zaangażowanie, zrzeszanie się, tworzenie społeczności ludzi zaangażowanych, ale niezależnych od państwa - to właśnie miało się zacząć dziać wkrótce po rozpadzie w 1989 r. ustroju paraliżującego ludzką inicjatywę. Nic takiego nie nastąpiło. "NGO-izacja" polega na tym, że

Urzędasy, bez serc, bez ducha

to NGO-izacja (a nie kłótliwa natura działaczy) sprawia, że zanika poczucie wspólnoty celu między pokrewnymi organizacjami. Zamiast współpracować, rywalizują między sobą o ograniczone fundusze. I wreszcie - bagatela! - problem z reprezentacją. Ponieważ NGO-sy odpowiadają przed grantodawcami, znikają

Wolontariusze zmienią system

dotknięte jest profesjonalizacją, a wiele działaczek to etatowe pracownice organizacji hojnie obdarowywanych rządowymi pieniędzmi. Tymczasem jej diagnoza lepiej pasuje do realiów Europy Zachodniej, choć tam procesem równie groźnym jak NGO-izacja jest tzw. państwowy feminizm, czyli przejęcie działań

Ochojska: pomagajcie NGO-som!

nastąpiło. NGO-izacja polega na tym, że: ***instytucjonalizują się działania, które powinny być oddolne i spontaniczne, ***ruchy społeczne się rozdrabniają, ***małe organizacje działają jak firmy, ***zanika poczucie wspólnoty celu między pokrewnymi organizacjami, ***NGO-sy odpowiadają przed grantodawcami