Były prezydent Jean-Claude Duvalier wrócił w niedzielę po 25 latach z Francji do kraju. Dyktator, który doprowadził brutalnymi rządami do śmierci i emigracji tysięcy Haitańczyków, mówi, że chce pomóc swoim rodakom w odbudowie kraju zniszczonego rok temu przez trzęsienie ziemi. Były prezydent
oskarżony o śmierć tysięcy ludzi i kradzież milionów dolarów.Przez ćwierć wieku na rzecz Baby Doc'a działali jego zwolennicy, którzy starali się pomóc mu wrócić na Haiti. Zmiana wizerunku dyktatora była tym łatwiejsza, że połowa Haitańczyków ma mniej niż 21 lat, więc nie może pamiętać jego krwawych rządów
czasu Duvalier pozostanie na wolności, ale ma zakaz opuszczania Haiti. Były prezydent w niedzielę niespodziewanie wrócił do kraju po 25 latach pobytu we Francji.
Jean-Claude Duvalier wymknął się w czwartek tylnym wyjściem z hotelu, w którym się zatrzymał po niespodziewanym powrocie na Haiti po 25 latach wygnania. Były dyktator zmylił tłum dziennikarzy i pojechał do domu w górach. Baby Doc miał w czwartek wrócić do Francji, ale ma zakaz opuszczania Haiti, bo
sandinistów odwróciła się wówczas od Ortegi jako zdrajcy lewicowych ideałów i założyła własną partię.Ortega wrócił do władzy w 2006 r. m.in. dzięki sojuszowi z partią swego arcywroga Alemana, którego niegdyś wywłaszczał i więził. Odwdzięczył się zmianą prawa tak, by zamiast po 20 latach Aleman mógł wyjść na
Waszyngtonu sprawiła, że wrócił na Haiti pod osłoną wojsk ONZ dopiero po kilku latach. Nie ukrócił ani korupcji, ani nepotyzmu. Jak poprzednicy dopuszczał się łamania praw człowieka. Gdy przeciw niemu wybuchł bunt, tym razem jego własnego ludu, wybrał wygnanie.Jak wielu przywódców wygnańców miał szczęście
dyktatorów Haiti, Nigerii i Konga. Monfrini zapowiedział poszukiwania we Francji, Kanadzie i na Bliskim Wschodzie.W październiku szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości przyjęło wniosek Tunisu o skonfiskowanie 60 mln franków byłego reżimu spoczywających w tamtejszych bankach. Prokuratury w Szwajcarii i
karaibskimi liczbę pięciu ofiar śmiertelnych (na Haiti zginęło kilkaset osób) łatwo wytłumaczyć militarną organizacją społeczeństwa kubańskiego, przywykłego do karnego poddawania się rozkazom ewakuacji. Dyktatura nie była jednak w stanie zapobiec dewastacji nędznych wiejskich siedzib i nieremontowanych od
cesarza. Wywołała ją książka historyka Claude'a Ribbe, który na uwielbianym nad Sekwaną cesarzu nie zostawił suchej nitki. - 140 lat przed Holocaustem dyktator chciał podbić świat, nie wahając się przy tym niszczyć ludzkości - napisał Ribbe w "Zbrodni Napoleona". Ciemnoskóry naukowiec
na Kubę na jachcie "Granma", idą w góry Sierra Maestra i po blisko trzech latach walki pokonują regularną armię okrutnego dyktatora Fulgencio Batisty. Oprócz propagandystów Castro już nikt nie uważa, że tak właśnie było. Dyktatury nie obalili rozbitkowie z "Granmy" (wśród nich
chaosu. Dyktatorzy, od Korei Północnej po Libię, pozostawali bezkarni. Byliśmy świadkami niesprawiedliwych wojen, takich chociażby jak konflikt rosyjsko-gruziński. Wróciły demony znane z czasów Zimnej Wojny. Światowe załamanie gospodarcze pokazało, jak kruchy jest porządek międzynarodowy. Wyzwania
łagodził spory między Seulem a Phenianem a także Ugandą i Sudanem, ostatnio na Kubie wzywał do poszanowania praw człowieka. Niektóre jego wyprawy i spotkania z dyktatorami są oceniane jednak krytycznie - np. misja do Bośni, gdzie zdaniem wielu jego rozmowy z Radovanem Karadżiciem raczej oddalały
[prezydent Haiti w latach 1957-71 - red.] polecił wytrzebić wszystkie psy w kraju, bo któryś z jego wrogów, uciekając przed prześladowaniami tyrana, pozbył się ludzkiej postaci i zmienił w czarnego psa. José Gaspar Francia [dyktator Paragwaju w latach 1814-40 - red.] zamknął kraj jak własny dom
sprawie wojny wietnamskiej, to czy można wierzyć temu, co mówią o komunistycznej zarazie? Zawsze popierali krwawych dyktatorów na południe od Rio Grande: Batistę na Kubie, Somozę w Nikaragui, Papę Doca na Haiti. W 1964 r. poparli brazylijskich generałów. A w kraju nędza, korupcja, polityczny bandytyzm
łamiących prawa człowieka. "Tu musi się coś zmienić!" - wołał wprost do dyktatora Haiti Jean-Claude Duvaliera. Słuchała cała Ameryka Łacińska. Po pielgrzymce do Chile Jan Paweł II naraził się na zarzut sprzyjania gen. Augusto Pinochetowi (uścisk z dyktatorem na balkonie pałacu La Moneda), ale
domino i mniej rozmawiamy - powiedział mi Roberto, który opuścił Kubę w roku 1960. Nie chciał podać nazwiska. W kubańskim Miami mało kto chce być cytowany przez prasę. - Nawet kiedy Castro w końcu upadnie, oni nie wrócą. Nie mogą sobie na to pozwolić. To ci Kubańczycy, którym się nie powiodło w Ameryce